niedziela, 6 września 2015

Czy da się pogodzić pracę, studia i pasję do podróżowania?

Dziś trochę o zarządzaniu czasem. Odkąd pamiętam zawsze starałem się układać swoje życie na kilka chwil do przodu. Kalendarz (jeszcze ten książkowy) zacząłem prowadzić już w podstawówce, kiedy to układając plan zajęć musiałem pogodzić dwie szkoły – tę tradycyjną i szkołę muzyczną. W gimnazjum rodzicie na moją własną prośbę wykupili mi korespondencyjny kurs języka angielskiego (za co im jestem bardzo wdzięczny). Na początku było fajnie, nowatorska - jak na tamte czasy - metoda nauki języka obcego sprawiała frajdę, ale konieczność realizacji kolejnych modułów wymagała samozaparcia, systematyczności, a przede wszystkim dobrej organizacji własnego czasu.

Dwie szkoły, korespondencyjny kurs języka angielskiego, w między czasie jakieś zajęcia OPP (tzw. ognisko pracy pozaszkolnej), egzaminy końcowo-roczne z instrumentu to wszystko nauczyło mnie przede wszystkim planowania. Jeszcze nie tak dawno mama wspomina, dzień w którym nastawiałem sobie budzik podobny do tego na zdjęciu, z przeraźliwą melodyjką  „wake up” - która nawet nieboszczyka by obudziła – aby kontrolować czas zaplanowany na ćwiczenie etiudy przed egzaminem na zakończenie semestru w szkole muzycznej.

Zamierzchłe czasy… aktualnie przywołują uśmiech na twarzy. Z perspektywy czasu zrozumiałem, że pomimo wielu obowiązków dysponowałem znacznie większym zasobem czasu wolnego niż teraz.
Dziś mam pracę, szkołę, godziny stracone na dojazdy, odpowiedzialność organizowania swojego własnego życia. Sielskie czasu studenckie powoli odchodzą w niepamięć (choć nie pozwalam im tak szybko odejść…).


Co zrobić, żeby dysponując ograniczonym czasem wolnym nie rezygnować ze swoich pasji i móc odkrywać świat?  


Po pierwsze dobrze planować! Uzupełniając plan urlopowy z góry na kolejny rok zastanów się trochę dłużej, kiedy będziesz potrzebować wolnego, kiedy planujesz wyjazd – kiedy na narty, kiedy nad morze? Warto spojrzeć na ogólnodostępne w Internecie Kalendarze Świąt, które podpowiadają kiedy warto wziąć kilka dni urlopu, żeby cieszyć się jak najdłuższą przerwą od pracy – którą można wykorzystać np. na wyjazd!

Po drugie zastanów się w jaki sposób chcesz w tym roku spędzić święta. Czy po raz kolejny chcesz siedzieć przy suto zastawionym stole, a może by tak wyskoczyć do Izraela na Wielkanoc, albo na narty na Boże Narodzenie?  Oczywiście nie próbuję tu forsować wyższości podróżowania nad rodzinnym świętowaniem (bo akurat świątecznych smakołyków podczas takich wojaży brakuje mi najbardziej) pokazuję Ci jednak alternatywę gdybyś to uparcie twierdził, że „nie masz czasu” :D

Po trzecie zaplanuj City Break – czyli w wolnym tłumaczeniu wypad za miasto. Taki krótki wyjazd, zwykle weekendowy, ma głównie na celu „przełamanie” rutyny, odskocznię od codzienności, próbę odnalezienia się w innym miejscu. Interpretacji może być wiele, a inspiracji nie trzeba szukać zbyt długo. A może nad morze?

Osobiście tylko tego lata wykorzystując dwa dni urlopu udało mi się dwukrotnie odwiedzić polskie morze (podróż Pendolino), pożegnać wakacje we Wrocławiu (przelot Ryanair), a przede mną jeszcze wrześniowy weekend w Dortmundzie i przedłużony październikowy weekend w Atenach. I uwierzcie mi, nie zamierzam przy tym wydać wszystkich moich oszczędności, a jeśli znajdę odpowiednio dużo motywacji napiszę o tym na blogu. Możesz mi w tym pomóc dzieląc się ze swoimi przyjaciółmi tym tekstem. Pisanie w otchłań „Internetów” bez odzewu nie sprawia tyle radości co czytanie komentarzy pod postami. A jakie są wasze metody na planowanie i wybór najlepszego czasu na podróżowanie?  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz